Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: Alonso

czwartek, 13 stycznia 2011

Jednym z przykazań wtłaczanych każdemu młodemu kierowcy jest "trzymaj ręce cały czas na kierownicy", tak aby być gotowym w każdej chwili do wykonania natychmiastowego manewru, jeżeli zajdzie taka konieczność. Wielu kierowców z pewnym jednak doświadczeniem dochodzi do przekonania, że na tyle dobrze panuje nad samochodem, że spokojnie do prowadzenia wystarczy im jedna ręka, a drugą można sobie położyć w wygodnym miejscu lub używać do włączania, wyłączania, przełączania i co tam jeszcze jest dostępnego. Nawet przy dużych szybkościach.

Oczywiście, zwykli kierowcy nie osiągają swoimi samochodami prędkości 200 i więcej km/h, jak kierowcy Formuły 1. A właśnie dziś kierowcy Ferrari Fernando Alonso i Felipe Massa wyrazili obawę, że w nadchodzącym sezonie będą musieli w trakcie jazdy poświęcać zbyt wiele uwagi na wciskanie rozmaitych guzików na kierownicy, takich jak aktywację dostosowania tylnego skrzydła czy (znanego już) KERS-u. Zwłaszcza że wykonywanie tych operacji może być konieczne także w zakrętach.

Czy to uzasadnione obawy? Wydaje się to może w pierwszej chwili przesadzone, takie robienie złej miny do dobrej gry, ale też można sobie przypomnieć zeszłoroczne GP Belgii. Robert Kubica jadąc na zmianę opon, zaczął wciskać guziki na kierownicy, zmieniając ustawienia. I mimo nieznacznej szybkości na pitlane, zdekoncentrował się tym na tyle, że na śliskiej nawierzchni przegapił punkt hamowania i lekko poturbował swoich mechaników (a przy okazji stracił kilka sekund na miarę drugiego miejsca na podium). Wolę nie wyobrażać sobie podobnej sytuacji w szybkim zakręcie.

Dlatego, na wszelki wypadek, pomimo mniejszych prędkości, starajmy się porządnie trzymać ręce na kierownicy.

 

21:12, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 kwietnia 2010

Miłośnicy analiz statystycznych mogą się nieźle wyżyć w biathlonie, bo w tej dyscyplinie zawody są rozkładane na czynniki pierwsze (i wszystkie dane są dostępne!). Szczególnie często spogląda się na tzw. czas czystego biegu, to jest odliczając czas spędzony na strzelnicy (ewentualnie także spędzony na karnych rundach), oceniając w ten sposób "czystą szybkość biegu".

F1 jest dla fanów wczytywania się w liczby jeszcze lepszą gratką, niż biathlon:) Dzisiaj jednak zastanowiło mnie - przy tych wszystkich przetasowaniach związanych z wizytami w boksach i szaleńczej jeździe Hamiltona i Alonso - ile by wynosił w ich przypadku taki "czysty" czas jazdy, odliczając straty na czas spędzony na pit-lane. Z pozoru rzecz prosta, bo czasy poszczególnych przejazdów i postojów są zapewne do znalezienia (nie sprawdzałem, ale wierzę, że są), ale oczywiście jest haczyk: nikt mianowicie nie mierzy, ile wynosi czas przejazdu torem na odcinku pomiędzy początkiem, a końcem pit-lane. A bez dokładnego wyniku, ile trwałby przejazd tym fragmentem, nie da się wiarygodnie ustalić tego "czasu rzeczywistego". Zawodnik jadący np. na 2 pitstopy, przejeżdża bowiem po torze inną drogę, niż jadący na 3 stopy (w biathlonie podstawowa droga jest zawsze stała). Nie wspomnę też o niemożności przeliczenia skutków pojawienia się na torze safety-caru na wyliczenie realnej szybkości zawodników.

Biethlon ma bowiem jedną zasadniczą różnicę w porównaniu do F1 - jest sportem dalece bardziej indywidualnym (i nie chodzi tu nawet o pracy całego zespołu przy przygotowaniu samochodu, kluczowym dla możliwości tego samochodu na torze, bo analogiczną funkcję - choć mniej skomplikowaną - odgrywają serwismeni). W biathlonie praktycznie wszystko zależy bowiem od samego zawodnika: jego biegu, jego oka i ręki, jego nerwów, inni nie mają praktycznie na niego wpływu. Na torze natomiast inni zawodnicy mogą znacząco wpłynąć na jazdę innych - nie dając się wyprzedzić, czy też powodując zdarzenia wyścigowe. I czasy natychmiast stają się nieporównywalne.

Nie ma prostego kalkowania schematów, ale oba sporty i tak są piękne:)