Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: mgła

piątek, 16 listopada 2012

Rzuciły mnie dziś sprawy zawodowe do Pińczowa. Nigdy wcześniej nie byłem, kojarzyło mi się wyłącznie jako siedziba zakładu produkcji soków oraz ze starym powiedzeniem "w Pińczowie dnieje". Droga niestety dość tam długa, ruszyłem więc rankiem, w drodze słuchając wiadomości radiowych, jak to mgła znów utrudnia działanie niektórych lotnisk. Na ostatnich parudziesięciu kilometrach zacząłem rozumieć te problemy, bo widoczność nie przekraczała ze dwustu metrów. Nie mogę powiedzieć jak wygląda Pińczów, bo właściwie go nie widziałem zza mgły, we mgle wszystkie miasta są bure (mógł więc nawet udawać miasto angielskie).

mgła pod Pińczowem

Kiedy jechałem z powrotem, wiejską drogą wśród pól (swoją drogą program schetynówek chyba zadziałał tam znakomicie), kiedy z szarości znienacka wyłaniały się rosnące przy drodze drzewa, często mimo popołudnia wciąż pokryte szronem czy szadzią, przyszło mi do głowy, że to świetny punkt wyjścia do stworzenia polskiej gry komputerowej: zaciągnięte mgłą pustkowie, pola po ściętej kapuście, wyłaniające się z mgły głuche domostwa oraz wlekące się traktory ciągnące wozy z gnojem i do tego jakiś scenariusz oparty na balladach Mickiewicza (ja już swoje odwaliłem, zostawiam szczegóły innym kreatywnym). Z dziwnym uczuciem, ale jechało się dobrze, jednak przyznam: kiedy koło Miechowa na szczycie pagórka zobaczyłem wreszcie błękit nieba, gotów byłem złożyć ręce w dziękczynnym geście (tylko gotów, bo jednak przy 100 km/h nie należy puszczać kierownicy). 

mgła pod Pińczowem

A kiedy mgła nie zasłaniała wszystkiego, wypatrzyłem koło Olkusza interesujący zamek w Rabsztynie, być może będzie to punkt jakiejś przyszłorocznej wycieczki. Podróże kształcą, jeśli tylko mogą. 

mgła droga krajowa nr 7 Jędrzejów Miechów

Tagi: fotka mgła
22:35, bartoszcze , Z podróży
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 grudnia 2010

Miał jakieś może półtora metra wysokości, szerokości nie umiem ocenić. Wisiał nad drogą na skraju osiedla, może dwa metry nad ziemią. Zachowywał się jakby nie zwracał uwagi na otoczenie, nie uciekał, także kiedy zacząłęm iść w jego stronę. Kiedy do niego doszedłem, otulił mnie jakby chciał mnie poznać, póki nie przeszedłem.

prawie jak UFO czyli pasek mgły

Nigdy dotąd nie widziałem tak wyraźnie wyodrębniającego się paska mgły.

sobota, 04 grudnia 2010

Wyszedłem jak co rano na spacer z psem. Przyzwyczaiłem się już, że niebo o poranku potrafi być śnieżnie bielutkie, jakby prześcieradłem zasłonił, dzisiaj jednak ta biel była ciut inna, bo jeszcze mgłą zaciagnięta. Podreptaliśmy na łąkę z jej ćwierć metrem śniegu, zaczęliśmy wchodzić głębiej w biel.

Było - dziwnie, tak biało aż do przesady. Szczyt zaskoczenia osiągnąłem w chwili, kiedy znalazłem miejsce, gdzie równa połać śniegu nie była zmącona żadnym wystającym badylem, ani nawet żadnymi wydeptanymi akcentami, a jednocześnie wszystkie bardziej odległe punkty zniknęły we mgle. Stałem i patrzyłem: nie było wiadomo, czy niebo sięga aż do stóp, czy śnieg wspina się gdzieś w górę, granicy między nimi nie było.

To naprawdę interesujące uczucie, kiedy zupełnie niemetaforycznie ostatnią rzeczą, jaką widzisz przed sobą, jest czubek własnego nosa.