Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: muzyka

środa, 07 czerwca 2017

Nudno jest ciągle robić coś tak samo, prawda? Dlatego dla urozmaicenia zamiast co miesiąc wrzucać listę kawałków ogrywanych o poranku, postanowiłem połączyć dwa w jedno i opublikować listę od razu za dwa miesiące. Miało to też pewien związek z faktem, że na początku maja byłem na wyjeździe, bez komputra - ale jak widać, w czerwcu wcale się tak bardzo nie spieszyłem, spokojnie bym w maju z takim opóźnieniem opędził.

Niemniej przejdźmy powoli do muzyki. Lista... nie jest aż tak długa, jak mogłoby to wynikać z faktu połączenia plonów z dwóch miesięcy.

The Adolescents - She Walks Alone
Lech Janerka - Paragwaj
Kazik - Zgredzi
Grace Mitchell - Maneater
Omega - Gyongyhaju lany
Edyta Bartosiewicz - Jenny
Lionel Richie - Hello
F.R. David - Words Don't Come Easy
The Souljazz Orchestra - Mista President
Gorillaz - Andromeda
Sheryl Crow - Tomorrow Never Dies
Blondie - Call me
Maanam - Cykady na Cykladach
Siq - Oddech szczura
Grzegorz Tomczak - Fragment pewnego artykułu o Marku Hłasce
Phil Collins - Sussudio
Captain Beefhart - The Floppy Boot Stomp
U2 - Raised By The Wolves
Shakira - Whenever, wherever
Ewa Demarczyk - Karuzela z Madonnami
Karl Jenkins - Song of The Trinity
Wiktorija Jermoljewa - Black Hole Sun (Soundgarden cover)
Dubska - Avokado
Jamiroquai ft James Brown ft Gorillaz - Tallulah Feels Good (Tamar Mashup)
Stanisława Celińska - Uśmiechnij się
Stevie Wonder - Pastime Paradise
Przemysław Gintrowski - Przebudzenie

Czegóż tu nie ma... są klasycy i klasyki, covery i utwory coverowane, kawałki najpopularniejsze i najbardziej niszowe, od punk rocka po disco, od orkiestry i big bandu po solówki. Takie listy najbardziej lubię.

Dość gadania? No dość. Pora coś zagrać. Tym razem coś, co było dla mnie jednym z największych zaskoczeń - Captain Beefhart i The Floppy Boot Stomp, sądzę, że zupełnie się tego nie spodziewacie.

czwartek, 06 kwietnia 2017

Złapałem się właśnie na tym, że koniec miesiąca dawno za nami, a ja nawet nie spisałem fejsowych poranników z co najmniej dwóch tygodni. Czy to oznacza, że mi się znudziło? (notowanie, nie puszczanie przeróżnej mniej i bardziej dziwnej muzyki)

Tego jeszcze nie wiem, ale skoro wziąłem i spisałem, to co stoi na przeszkodzie, żeby wkleić. W marcu o tak zwanym poranku (czyli między ósmą a szesnastą, powiedzmy) było grane:

Preservation Hall Jazz Band - Santiago
Fred Wesley - Funk For Your Ass
Louis Armstrong & Duke Ellington -It Don't Mean a Thing
Duane Allman ft. King Curtis - Games People Play
Odjbox - Ebony Rhapsody 
Jacek Kaczmarski - Rejtan, czyli raport ambasadora
Skamot Roig - El Padrino
Wojciech Młynarski - Dzieci Kolumba
Frida - I Know There's Something Going On
Amel Bent - Eye Of The Tiger
The Overtones - Shake The Tail Feather
Wojciech Młynarski - Bynajmniej
Bonnie Tyler - If You Were A Woman (And I Was A Man)
Postmodern Jukebox feat. Caroline Baran - Nothing Else Matters
Scott Joplin - The Entertainer
Jacek Kaczmarski - Zmartwychwstanie Mandelsztama
Big Boss Man - Sea Groove
Caro Emerald - Tahitian Skies
Emilie-Claire Barlow - Raindrops Keep Fallin' On My Head
Preservation Hall Jazz Band - Summertime
Lech Janerka - Lola

Dopóki nie spisałem, to sam nie wiedziałem, jak wiele było w marcu powtórzeń! Młynarskiego i Kaczmarskiego można po trosze zwalić na okolicznościowe (zgon, rocznica urodzin), ale PHJB? Takoż nie miałem pojęcia, że aż tak bardzo coverami leciałem (chociaż fakt, nieraz jak mnie o świcie jakiś kawałek męczy, to lepiej znaleźć dobry cover niż oklepany oryginał). A zagramy... to coverem to trudno nazwać, raczej wariacją. El Padrino.

PS Jeśli chodzi o tytułowe pytanie, to przypominam o prawie Betteridge'a. Ale kto go tam wie.

Tagi: muzyka
22:29, bartoszcze , Kult-ura
Link Komentarze (2) »
sobota, 04 marca 2017

Luty w tym roku to zaledwie 28 dni, więc i poranników nie mogło być więcej - przy czym oczywiście skoro tradycyjnie nie pojawiają się codziennie, to będzie ich jeszcze mniej, i nadal mniej niż w pozostałych miesiącach. Zwłaszcza że tendencja z miesiąca na miesiąc jest spadkowa...

A więc w lutym o poranku było grane:
Queen - You Don't Fool Me
The Cure - Boys Don't Cry
Jean-Pierre Sabar - Vai Vai
Wolna Grupa Bukowina - Nuta z Ponidzia
Adolescents - I Love You
The Crew Cuts - Sh Boom Sh Boom 
David Bowie - Valentine's Day
Pet Shop Boys - Heart
Isley Brothers feat. Casey Abrams - What Is Love
ZZ Top - Brown Sugar
Otis Redding - Cigarettes and Coffee
John Scatman - Scatman
Beth Hart - Am I The One
Westlife - Uptown Girl
LADY PANK / ELDO / MIUOSH / PYSKATY "Zamki na piasku" (Du-Rzy Remix)
Georges Bizet - Votre toast, je peux vous le rendre (Toreador/Carmen)

A że jest sobota, czytaj weekend, to zagramy sobie na wesoło. Ski-ba-bop-ba-dop-bop! John Scatman, czyli najwspanialszy śpiewający jąkała.

Tagi: muzyka
09:24, bartoszcze , Kult-ura
Link Dodaj komentarz »
piątek, 03 lutego 2017

Zaczął się nowy miesiąc. Co logicznie rzecz biorąc oznacza, że skończył się poprzedni. A skoro miesiąc się skończył, to znaczy że lista poranników za miesiąc styczeń została zamknięta, finito, szlus.

Skoro zaś lista gotowa, to można ją opublikować (nie trzeba publikować, nie trzeba słuchać, ale jak ktoś chętny to.. większość polecam):
Happysad - Zanim pójdę
Coolio - Gangsta's paradise
Django Reinhardt - Avalon
Edda dell'Orso - His name was King
Caro Emerald - Tangled Up
James Brown - Old Landmark
Down Low - Johnny B
Lightnin' Hopkins - Woke Up This Morning
Lauryn Hill - Can't take my eyes off of you
Kled Mone - Hit the road Jack (Feeling good)
Lulu James - Sweetest thing
Dean Martin - Sway
Simon&Garfunkel - Scarborough Fair
Bruce Springsteen - Tougher than the rest
Joan Baez - Brothers in arms
Caro Emerald - Back It Up
Ludwik Sempoliński - Wąsik, ach ten wąsik 
Weezer - Buddy Holly
Aretha Franklin - Think
Wojciech Młynarski - Lubię wrony
Mecrab - Martini, Chiwawa, Gazpacho 

Pisałem w listopadzie, że Stevie Wonder powtórzył się, bo mianowałem listopad Miesiącem Wondera (odrobina ciepła w zimnym i ciemnym świecie). W styczniu zawładnęła mną Caro Emerald - jej żywiołowa zieleń (nie wierzę że to napisałem!) ubarwiała zimny i śnieżnobiały styczeń. Mam pewność, że gdybym nie uczynił z niej bohaterki tej notki, to dostałaby inną tak czy owak.

No to zagrajmy coś w sam raz na piątek wieczór - Back It Up

poniedziałek, 02 stycznia 2017

Być może niektórzy zwrócili uwagę, że nie pisałem nic o Trójkowym Topie Wszech Czasów. Powody ku temu istotne były: sytuacja w stacji jest na tyle nieciekawa, że z jednej strony maleje zapał do słuchania z powodu niepewności co do kierunku dalszych zmian, a z drugiej - z powodu nieustającej akcji protestacyjnych bardziej zaangażowanych słuchaczy, objawiających się jak nie dopisywaniem gdzie się da frazy #kogoniesłychać, to głosowaniem na Chłopców z Placu Broni (w Polskim Topie ten trolling dał zdaje się nawet niezłe efekty). Jeżeli do tego dodamy, że znów głosów każdy miał sto...

No i tak się to wszystko potoczyło, że w efekcie nie zagłosowałem (a w Nowy Rok nie słuchałem). Zamiast informacji na ten temat wrzucę więc aktualne (nie mam pewności czy będą następne), grudniowe wydanie Listy Porannikowej.

DMX - Ain't No Sunshine
Leo Moracchioli - Last Christmas
Urban Country - Gonna Need a Grave
Dżem - Wehikuł czasu (akustycznie)
Derek&Dominos - Layla
Jain - Makeba
Krystyna Prońko - Psalm stojących w kolejce
Ron Goodwin - Where Eagles Dare Theme
The Adolescents - Alone Against The World
Maanam - Raz Dwa Raz Dwa
Little Eva - Locomotion
Przemysław Gintrowski - Odpowiedź
Bez Jacka - Saskia
Kabaret Dudek - Ucz się Jasiu
Jacek Kaczmarski - Nie lubię
Shakespeare's Sisters - Hello
Big Cyc - Orgazm
Billie Holliday - All or nothing at all
George Michael - One More Try
Status Quo - In The Army Now
Blues Brothers - Everybody Needs Somebody
Bob Dylan - Like a Rolling Stone

George Michael, Status Quo i Blues Brothers pro memoriam (ostatni dla Carrie Fisher oczywiście), Big Cyc z okazji Dnia Orgazmu... a na dobranoc zagramy - żeby nie było - z Trójkowego Topu. Zwycięzca notowania z 1 stycznia 2017, czyli - fanfary! - Bohemian Rhapsody

wtorek, 13 grudnia 2016

Takie przygody są najfajniejsze: przychodzą zupełnie nie wiadomo skąd i przynoszą zupełnie nieoczekiwane emocje. W tym konkretnym przypadku jutub mi przy czymś podpowiedział, kliknąłem na wyczucie (różne się rzeczy na czuja klika i - trwam w zauroczeniu.

Właściwie trudno może byłoby powiedzieć dlaczego. Jak porozkładać na czynniki pierwsze, to muzycznie sympatyczne i kreatywne, ale bez wielkiego szału. Względy seksistowskie też można pominąć, bo wokalistka (to indywidualny projekt właściwie) liczko ma wprawdzie przyjemnie gładkie, ale bez przesady, cycem też nie szczuje cy cuś. Sekret tkwi chyba w teledysku, w którym mamy trochę zabawnego efekciarstwa - które akurat przypadło mi do gustu -  i bardzo fajnie poprowadzonej, konsekwentnej zabawy czernią i bielą oraz ich symetrią. Jest faktem, że kiedy do tego wracam, to po to, żeby przede wszystkim oglądać, a nie słuchać. Chyba jeszcze bardziej bym lubił, gdyby było śpiewane po francusku lub wyłącznie w językach Afryki, a nie w większości angielszczyzną z francuskim akcentem.

Próbuję powyżej wstawić film z jutuba, żeby każdy mógł sobie sam obejrzeć od razu, ale że dawno tego nie robiłem, to i nie pamiętam magicznych recept (które od tamtej pory mogły się pozmieniać), więc na wszelki wypadek także link: Jain - Makeba.

piątek, 02 grudnia 2016

Ponieważ na razie chce mi się zapisywać na bieżąco (lub prawie) co tam sobie czasem puszczę pod hasłem "porannik" (wciąż ani to codziennie, ani bladym świtem), to właściwie nadal nie widzę powodu, żeby tych zapisków nie przenieść do Zapisków:)

W listopadzie wyglądało to więc tak:

Dusty Springfield - Spooky
Stevie Wonder - Overjoyed
Buggles - Video Killed The Radio Star
Toy Dolls - Jingle Bells
The Knacks - My Sharona 
Łona - Fruźki wolą optymistów
The Cranberries - Dreams
Kult - Arahja
Shakin' Stevens - Cry just a little bit
Phil Collins - Both Sides of the Story
Leonard Cohen - Who By Fire
Bruce Springsteen - When You're Alone
Stevie Wonder - Isn't She Lonely
W.A. Mozart - Le Nozze di Figaro - Ouverture
Bossa'n'Stones - Miss You
Adele - Skyfall
Łucja Prus - Twój portret 
Buckshot Lefonque - Blackwidow blues
The Cartoons - Doo Dah
Rolling Stones - Ruby Tuesday
Manu Chao - Me Gustas Tu (Kyrill&Redford Edit)
Kazik Na Żywo - Dziewczyny
Piersi - Silesian Song

Patrząc na to z perspektywy widzę okazjonalną korelację z wydarzeniami ze świata. Cohen był oczywiście pro memoriam, część od Kultu do Collinsa były porannymi komentarzami do wyborów w USA, polska muzyka pod koniec to pokłosie Podróży Po Polsce. Stevie Wonder powtarza się, ponieważ listopad ogłosiłem Miesiącem Wondera. A na do widzenia zagramy odkrycie miesiąca, czyli taką wersję Kofty jakiej nie znałem - Łucja Prus niczym Bogusław Mec a rebours.

poniedziałek, 31 października 2016

Mówią, że kultura to nieustanne przenikanie i pożyczanie pomysłów i motywów. W ramach dobrze (tak) pojętej kultury również pożyczam od tego i owego ładne słówka, wesołe pomysły, śmieszne obrazki. Od Marcelego Szpaka od dawna pożyczyłem zwyczaj wrzucania o poranku jakiejś muzyki, dobranej losowo lub całkiem z premedytacją, przy czym o ile Marceli wrzuca to jako "morning kick", o tyle ja preferuję swojski "porannik" (a kolega Brezly w ogóle zapodaje jako "rankokop"); no, dla porządku dodam, że moje poranniki czasem są o mało porannej porze, i nie jest punktem honoru, żeby się pojawiły.

W mijającym miesiącu coś mnie naszło i zacząłem sobie notować, co to właściwie tak puszczam. Trochę żeby samemu móc odgrzebać, trochę żeby mieć przegląd jak bardzo Jutubowi w algorytmie mieszam (zupełnie potem nie wie, jakie gatunki mi proponować). I jak już tak zacząłem notować, to sobie pomyślałem: a czemu właściwie się tym nie podzielić? I tak oto proszę, przed Państwem pierwsza Porannikowa Lista Przebojów, wydanie październik 2016, kolejność lekko przypadkowa.

KOOP (feat.Ane Brun) - Koop Island Blues
Guru (feat.Jamiroquai) - Lost Souls
America - A Horse With No Name
Carl Orff - O Fortuna (Carmina Burana)
Cliff Richard - Girl You'll Be a Woman Soon
Smash Mouth - All Star
Sheryl Crow - Tomorrow Never Dies
Ed Sheeran - I See Fire
Gypsy Hill - Balkan Beast
Royksopp - Running To The Sea
Aqua - Barbie Girl
Dżem - Sen O Victorii
Lao Che - Drogi Panie
The Allman Brothers Band - No One To Run
Fleetwood Mac - Everywhere
Pogodno - Orkiestra
Maryla Rodowicz - Sing Sing
The Beatles - The Long And Winding Road
PMMP - Pikkuveli
Monty Python - Lumberjack
The Stranglers - Golden Brown
Boomtown Rats - I Don't Like Mondays 
North East Ska Jazz Orchestra - Take Five
Smokey Bandits - Smoke From The Attic

Nie zasypuję linkami, kto chce to znajdzie, a czasem są ograniczenia geograficzne. Żeby zaś nie było "na sucho", to może zagramy? Walka z myślami... zagramy październikowo. Golden Brown

Następne wydania nie nastąpią lub nastąpią.

sobota, 15 października 2016

Taaak. Wszyscy wiedzą: Clapton jest bogiem i tak dalej. A zwróciło kiedyś Waszą uwagę, jak bardzo Claptonowska wersja akustyczna różni się od pierwotnej (miałem nawet kiedyś napisać o tym notkę, może jeszcze nic straconego)? Mnie zaciekawiło na tyle, że zapragnąłem sprawdzić kto dokładnie się krył - oprócz Claptona - za oficjalnie podpisaną pod Laylą formacją Derek&Dominos. I tak oto trafiłem na to nazwisko...

Duane Allman nie jest dziś tak znany jak Clapton ani jak wielu wykonawców tamtej epoki. Zasadniczą przyczyną tego stanu rzeczy jest fakt, że jego kariera trwała krótko, nie dożył nawet "kultowych" 27 lat (choć odszedł w tym samym roku co Morrison). Zginął w wypadku motocyklowym mając 24 lata, dobrze że wcześniej zdążył spiknąć się z Claptonem i - jak mówią - napisać i zagrać ten przecudowny riff z Layli

Duane (lepiej po imieniu niż nazwisku, żeby od brata odróżnić, można jeszcze używać zwiska Skydog) koncertował i nagrywał z wieloma wykonawcami, ale jego "macierzysta" formacja to założony wspólnie z bratem The Allman Brothers Band. Dla mnie akurat ten zespół to jedno z prywatnych odkryć roku, więc dzielę się, bo pewnie wielu jest takich jak ja, którzy dotąd nie wiedzieli. Nie mam na razie ulubionego utworu, ale na zachętę Statesboro Blues

Tagi: muzyka
09:17, bartoszcze , Kult-ura
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 września 2016

RED is BAD! Takie zawołanie niesie się wzdłuż Wisły, aż po Bug i Wisłok. RED is BAD! wołają tzw. patriotycznie nastawieni młodzieńcy, z sobie wiadomych powodów ignorując dysonans między swoim turbopatriotyzmem, a używaniem ordynarnego języka z rodziny germańskiej. RED is BAD! (tylko patrzeć jak flagę narodową skrócą o połowę)

Wszedł ostatnio na ekrany kin film patriotyczny pt. "Smoleńsk". Opowiada on - podobno, nie widziałem i nie zobaczę raczej (choć taki drobiazg nie przeszkadzał mi już w recenzowaniu filmu na użytek bloga) - o jakimś spisku Wrażych Sił, który doprowadził do Katastrofy. Podobno nie wszyscy są z filmu zadowoleni, nie wyłączając występujących w nim aktorów czy innych współtwórców, na przykład niezadowolony jest aktor, który grał jedną z Wrażych Osób ważnych dla Spisku Czerwonych. A na imię temu aktorowi... REDBAD.

No jak można było popełnić tak koszmarny Błąd Obsadowy! Ani chybi jakiś Czerwony przy tym kręcić musiał.

No to zakończymy nagraniem patriotycznym o Smoleńsku:

Czuję jak blednie moja twarz błazeńska
Właśniem przeczytał o stracie Smoleńska
Ale gdzie Smoleńsk gdzie Kraków 

Zaraz, ten niby-patriota Stańczyk też NA CZERWONO! Żadnej nadziei dla Smoleńska.

Mówcie że mądra że wielkiego rodu
Że wschodem rządzić ma ręka zachodu
A ja nie cierpię tej baby! 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11