Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: Giro

sobota, 26 maja 2012

Przy okazji zeszłorocznego Touru pisałem o czajnikach i kalkulatorach, czyli kolarzach mniej zawierzających swojej sile i umiejętności zaatakowania w górach, niż mniej lub bardziej wyrafinowanej matematyce. W dzisiejszym królewskim etapie Giro do Passo Selvio też wszystko wyglądało na wielki pojedynek czajnikowo-matematyczny, bo czwórka mająca teoretyczne szanse na końcowy triumf przede wszystkim wzajemnie się pilnowała i zastanawiała, kto ile ugra na finałowej czasówce. 

Okazało się jednak, że jest wciąż jeszcze życie w peletonie. Tradycyjnie ktoś tam z przodu uciekał, inni gonili, a Gruppo Maglia Rosa dobrotliwie jechała swoje, w przekonaniu, że nikt tam im nie zagrozi, a na koniec i tak wszyscy osłabną. Interesująco się więc zrobiło, kiedy na końcowym podjeździe z czołowej grupki urwał się nieco zlekceważony Belg de Gendt i zaczął powiększać przewagę: do 4 minut, do 5 minut i rosło.. Uruchomione z niejakim opóźnieniem kalkulatory podpowiedziały, że jego strata była na tyle nieduża, że wspiął się (wirtualnie) na drugie miejsce w klasyfikacji, raptem 15 sekund za liderem. A tu pomocnicy już odpadli, zostali sami najlepsi, którzy bezradnie zaczęli spoglądać na siebie, kto weźmie na siebie ciężar pogoni.

W końcu ruszyli za "kontrolującym etap" Hesjedalem, i zaczęło się prawdziwe ściganie, oddzielające czajników od mistrzów: mocne tempo, walka o utrzymanie się za innymi, ucieczki i kontry. De Gendta nie mieli szans dogonić, ale przynajmniej zmniejszyli jego przewagę, niektórzy. Czasówka w każdym razie zapowiada się pasjonująco, może będzie pierwszy kanadyjski zwycięzca, a może nie.

20:16, bartoszcze , Sport
Link Komentarze (9) »
sobota, 29 maja 2010

Żyjemy w nowym, wspaniałym, nowoczesnym świecie. Technika idzie nam nieustająco do przodu, osiągamy coraz to nowe możliwości i dumnie demonstrujemy ich wykorzystanie na przykład na sztandarowych imprezach sportowych.

A potem przychodzi dzień taki jak dzisiaj. Na Roland Garros zwykły deszcz psuje harmonogram gier (oraz transmisji) i żeby nie puszczać powtórek, Eurosport wcześniej rozpoczął transmisję z Giro. Przez godzinę można się było podelektować walką na trasie i alpejskimi widokami okolic Bormio, po czym przed rozpoczęciem kluczowego (jak by się zdawać mogło) podjazdu pod Passo di Gavia, znienacka okazało się, że pogoda.. uniemożliwia przekazywanie obrazu z helikoptera do samolotu albo jakoś tak. I przez co najmniej pól godziny były powtórki, a komentatorzy ratowali się tym, co wyczytywali o sytuacji na trasie ze strony wyścigu (zapewne na podstawie komunikatów motocyklistów i doniesień od stojących przy trasie). Czyli prawie jak w epoce przedtelewizyjnej. (Później transmisję wznowiono, kiedy udało się puścić obraz z kamer motocyklistów do helikoptera, a stamtąd dalej).

passo di Gavia Wiki

A przecież nie były to żadne ekstremalne zdarzenia typu powódź (swoją drogą zastanawiałem się, czy fala powodziowa może zagrozić dograniu WTA Polsat Warsaw Open - nie przeszkodziła w każdym razie) czy choćby solidna burza.