Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: przyczepiło się niech leci

piątek, 03 lutego 2017

Zaczął się nowy miesiąc. Co logicznie rzecz biorąc oznacza, że skończył się poprzedni. A skoro miesiąc się skończył, to znaczy że lista poranników za miesiąc styczeń została zamknięta, finito, szlus.

Skoro zaś lista gotowa, to można ją opublikować (nie trzeba publikować, nie trzeba słuchać, ale jak ktoś chętny to.. większość polecam):
Happysad - Zanim pójdę
Coolio - Gangsta's paradise
Django Reinhardt - Avalon
Edda dell'Orso - His name was King
Caro Emerald - Tangled Up
James Brown - Old Landmark
Down Low - Johnny B
Lightnin' Hopkins - Woke Up This Morning
Lauryn Hill - Can't take my eyes off of you
Kled Mone - Hit the road Jack (Feeling good)
Lulu James - Sweetest thing
Dean Martin - Sway
Simon&Garfunkel - Scarborough Fair
Bruce Springsteen - Tougher than the rest
Joan Baez - Brothers in arms
Caro Emerald - Back It Up
Ludwik Sempoliński - Wąsik, ach ten wąsik 
Weezer - Buddy Holly
Aretha Franklin - Think
Wojciech Młynarski - Lubię wrony
Mecrab - Martini, Chiwawa, Gazpacho 

Pisałem w listopadzie, że Stevie Wonder powtórzył się, bo mianowałem listopad Miesiącem Wondera (odrobina ciepła w zimnym i ciemnym świecie). W styczniu zawładnęła mną Caro Emerald - jej żywiołowa zieleń (nie wierzę że to napisałem!) ubarwiała zimny i śnieżnobiały styczeń. Mam pewność, że gdybym nie uczynił z niej bohaterki tej notki, to dostałaby inną tak czy owak.

No to zagrajmy coś w sam raz na piątek wieczór - Back It Up

wtorek, 13 grudnia 2016

Takie przygody są najfajniejsze: przychodzą zupełnie nie wiadomo skąd i przynoszą zupełnie nieoczekiwane emocje. W tym konkretnym przypadku jutub mi przy czymś podpowiedział, kliknąłem na wyczucie (różne się rzeczy na czuja klika i - trwam w zauroczeniu.

Właściwie trudno może byłoby powiedzieć dlaczego. Jak porozkładać na czynniki pierwsze, to muzycznie sympatyczne i kreatywne, ale bez wielkiego szału. Względy seksistowskie też można pominąć, bo wokalistka (to indywidualny projekt właściwie) liczko ma wprawdzie przyjemnie gładkie, ale bez przesady, cycem też nie szczuje cy cuś. Sekret tkwi chyba w teledysku, w którym mamy trochę zabawnego efekciarstwa - które akurat przypadło mi do gustu -  i bardzo fajnie poprowadzonej, konsekwentnej zabawy czernią i bielą oraz ich symetrią. Jest faktem, że kiedy do tego wracam, to po to, żeby przede wszystkim oglądać, a nie słuchać. Chyba jeszcze bardziej bym lubił, gdyby było śpiewane po francusku lub wyłącznie w językach Afryki, a nie w większości angielszczyzną z francuskim akcentem.

Próbuję powyżej wstawić film z jutuba, żeby każdy mógł sobie sam obejrzeć od razu, ale że dawno tego nie robiłem, to i nie pamiętam magicznych recept (które od tamtej pory mogły się pozmieniać), więc na wszelki wypadek także link: Jain - Makeba.

piątek, 02 grudnia 2016

Ponieważ na razie chce mi się zapisywać na bieżąco (lub prawie) co tam sobie czasem puszczę pod hasłem "porannik" (wciąż ani to codziennie, ani bladym świtem), to właściwie nadal nie widzę powodu, żeby tych zapisków nie przenieść do Zapisków:)

W listopadzie wyglądało to więc tak:

Dusty Springfield - Spooky
Stevie Wonder - Overjoyed
Buggles - Video Killed The Radio Star
Toy Dolls - Jingle Bells
The Knacks - My Sharona 
Łona - Fruźki wolą optymistów
The Cranberries - Dreams
Kult - Arahja
Shakin' Stevens - Cry just a little bit
Phil Collins - Both Sides of the Story
Leonard Cohen - Who By Fire
Bruce Springsteen - When You're Alone
Stevie Wonder - Isn't She Lonely
W.A. Mozart - Le Nozze di Figaro - Ouverture
Bossa'n'Stones - Miss You
Adele - Skyfall
Łucja Prus - Twój portret 
Buckshot Lefonque - Blackwidow blues
The Cartoons - Doo Dah
Rolling Stones - Ruby Tuesday
Manu Chao - Me Gustas Tu (Kyrill&Redford Edit)
Kazik Na Żywo - Dziewczyny
Piersi - Silesian Song

Patrząc na to z perspektywy widzę okazjonalną korelację z wydarzeniami ze świata. Cohen był oczywiście pro memoriam, część od Kultu do Collinsa były porannymi komentarzami do wyborów w USA, polska muzyka pod koniec to pokłosie Podróży Po Polsce. Stevie Wonder powtarza się, ponieważ listopad ogłosiłem Miesiącem Wondera. A na do widzenia zagramy odkrycie miesiąca, czyli taką wersję Kofty jakiej nie znałem - Łucja Prus niczym Bogusław Mec a rebours.

poniedziałek, 31 października 2016

Mówią, że kultura to nieustanne przenikanie i pożyczanie pomysłów i motywów. W ramach dobrze (tak) pojętej kultury również pożyczam od tego i owego ładne słówka, wesołe pomysły, śmieszne obrazki. Od Marcelego Szpaka od dawna pożyczyłem zwyczaj wrzucania o poranku jakiejś muzyki, dobranej losowo lub całkiem z premedytacją, przy czym o ile Marceli wrzuca to jako "morning kick", o tyle ja preferuję swojski "porannik" (a kolega Brezly w ogóle zapodaje jako "rankokop"); no, dla porządku dodam, że moje poranniki czasem są o mało porannej porze, i nie jest punktem honoru, żeby się pojawiły.

W mijającym miesiącu coś mnie naszło i zacząłem sobie notować, co to właściwie tak puszczam. Trochę żeby samemu móc odgrzebać, trochę żeby mieć przegląd jak bardzo Jutubowi w algorytmie mieszam (zupełnie potem nie wie, jakie gatunki mi proponować). I jak już tak zacząłem notować, to sobie pomyślałem: a czemu właściwie się tym nie podzielić? I tak oto proszę, przed Państwem pierwsza Porannikowa Lista Przebojów, wydanie październik 2016, kolejność lekko przypadkowa.

KOOP (feat.Ane Brun) - Koop Island Blues
Guru (feat.Jamiroquai) - Lost Souls
America - A Horse With No Name
Carl Orff - O Fortuna (Carmina Burana)
Cliff Richard - Girl You'll Be a Woman Soon
Smash Mouth - All Star
Sheryl Crow - Tomorrow Never Dies
Ed Sheeran - I See Fire
Gypsy Hill - Balkan Beast
Royksopp - Running To The Sea
Aqua - Barbie Girl
Dżem - Sen O Victorii
Lao Che - Drogi Panie
The Allman Brothers Band - No One To Run
Fleetwood Mac - Everywhere
Pogodno - Orkiestra
Maryla Rodowicz - Sing Sing
The Beatles - The Long And Winding Road
PMMP - Pikkuveli
Monty Python - Lumberjack
The Stranglers - Golden Brown
Boomtown Rats - I Don't Like Mondays 
North East Ska Jazz Orchestra - Take Five
Smokey Bandits - Smoke From The Attic

Nie zasypuję linkami, kto chce to znajdzie, a czasem są ograniczenia geograficzne. Żeby zaś nie było "na sucho", to może zagramy? Walka z myślami... zagramy październikowo. Golden Brown

Następne wydania nie nastąpią lub nastąpią.

piątek, 22 lipca 2016

Niektórzy to pamiętają, gdzie i kiedy jakiś utwór usłyszeli po raz pierwszy, i obudzeni o drugiej w nocy wyrecytują to bez większych trudności. Ja do takich ludzi nie należę, dlatego za chiny ludowe nie kojarzę, kiedy pierwszy raz natrafiłem na Souljazz Orchestra, ba! nawet nie mam pewności na który z ich utworów. Mogło być to w cyklu "podpowiedzi Youtube", może mi przeleciało gdzieś na fejsie od Marcelego, może... Jakkolwiek. W każdym razie efekt jest taki, że nie umiem się od nich uwolnić, oficjalnie już ogłaszam wszem i wobec że to moja szajba sezonu.

Oczywiście, jak wszyscy mają w swoim repertuarze piosenki bardziej i mniej chwytliwe (żeby nie powiedzieć od razu: bardziej i mniej genialne). Przypuszczam, że "Kapital" należy już do ścisłego topu (pewnie ze setka) moich najbardziej ulubionych utworów, i nie tekst mnie tak ciągnie, ale rozszalała kompozycja dęciaków, klawiszy i perkusji

Dziś wieczór - piątek! - nie jest jednak czas na politykowanie. Lato jest, pogoda się zrobiła, zachód słońca gdzieś tam się nieśmiało pokazuje... Dlatego teraz będę promować czystą, nieskrępowaną zabawę. Ooooooooouuuuuu.... czyli Secousse soukous. Miłego bujania!

sobota, 04 czerwca 2016

Ta piosenka odruchowo kojarzy się z Dylanem, ale ja wersji Dylana zwyczajnie nie lubię. Jest taka rozłażąca się, niby przy gitarze, ale prawie jak a capella, ta gitara jest jakby obok. Najwyraźniej nie jest to ten okres twórczości Dylana, który do mnie trafia.

Zdecydowanie wolę wersję nagraną i opublikowaną raptem trzy miesiące później przez Byrdsów. Jest zupełnie inaczej aranżowana i instrumentalizowana, dynamiczna i rytmiczna, sixtiesowa. Może nie ta sama poetyckość, ale jingle-jangle brzmi jak ta lala.

A ponieważ mnie znów się czepiło i brzęczy we wszystkich zakamarkach w głowie, więc terapeutycznie się podzielę. Hey, Mister Tambourine Man, play the song for me...

wtorek, 03 maja 2016

Kiedyś, dawno temu, kiedy jeszcze sypałem notkami jak z rękawa (bo to wczesne lata a nawet miesiące Zapisków... były), miałem przez chwilę zwyczaj zapisywania sobie tematów do dalszych notek w formie ich szkiców (na blogu). Przeszło mi kiedy się zorientowałem, że kiedy zapiszę sobie szkic, to notka zostanie później opublikowana z datą zapisania szkicu, a nie opublikowania notki (wtedy zacząłem pomysły zapisywać w specjalnym pliku, a potem... wcale).

Przypomniało mi się ostatnio, że miałem kiedyś pomysł na notkę i nawet zapisałem go w szkicu. Zajrzałem do bloksowej przegródki "Szkice" i się zadumałem. Szkic został zapisany 28 września roku pańskiego 2008... Tematem przewodnim notki miała być, mówiąc ogólnie, pewna piosenka, która ma u mnie przyczepioną łatkę "najbardziej przejmującego utworu świata (lub jednego z)", kiedyś nawet wyraziłem myśl, że powinno być zakazane puszczanie jej w radio, kiedy prowadzę samochód (gdyby moja reakcja była podzielana, to konieczny byłby całkowity zakaz puszczania jej w radio, albo jakieś ostrzeżenia jak zapowiedzi bloków reklamowych).

Dziś jednakowoż będzie o innej piosence, która czepia się mnie ostatnio okrutnie. Obie pochodzą z tej samej płyty, którą zapoznałem wieki temu na pożyczonej od przyjaciela kasecie. Kasetę w końcu oddałem (kupiłem własną), pamięć o piosenkach została, reakcje na nie - również. Po latach dowiedziałem się, że wersja kasetowa nie zawierała jednej piosenki, ale szczególnie nie żałowałem, When Tigers Broke Free i tak znikłaby wśród innych (a może to był utwór bonusowy...nieważne). Pamiętam, że kaseta była przewinięta do początku strony B, i dlatego słuchanie rozpocząłem od Fletcher Memorial Home, który obecnie powraca do mnie zaraźliwie frazą "did they expect us to treat them with any respect", teledysk to już zupełny bonus. Zostawiam specjalistom od Pink Floyd kręcenie nosem na watersowatością płyty Final Cut, ja się przyznam otwarcie - żadnej innej nie znam tak dobrze jak tej i dobrze mi z tym.

Wypadałoby dodać, że piosenka, od której ta notka się zaczęła, to Gunner's Dream. Kiedy na minutę przed końcem czujemy szaleństwo w wyśpiewywanych przez Watersa słowach "night after night going round and round my brain, his dream is driving me insane", to czujemy je fizycznie. Ale to już dziś każdy we własnym zakresie.

sobota, 02 kwietnia 2016

Po latach blogowania człowiek dochodzi do momentu, w którym nie ma pewności, czy na dany temat już napisał, zaczął pisać (mam wciąż gdzieś szkice notek) czy tylko zamierzał pisać. W takich chwilach na szczęście jest wyszukiwarka blogowa (nie twierdzę, że jest niezawodna, jej nieniezawodność oraz niedostępność w pewnych sytuacjach dobrze wpoiła mi pewien googlowy trick na szukanie). 

Zamierzałem więc kiedyś napisać o pewnej naszej z kolegą Brezlym małej fiksacji muzycznej. Jest taki klasyczny już standard, który wielu wykonywało lepiej lub jeszcze lepiej (gorzej pewnie też, ale po co się rozdrabniać), a my wyłapujemy rozmaite, zwłaszcza nietypowe wykonania, i katujemy nimi siebie i otoczenie na Facebookach. Dziś rano przesłuchałem dwa, jedno otagowane "ska jazz", drugie "jazz latino", różne rzeczy Youtube przynosił/a/o.

Może zarażę, może nie - ale przynajmniej dam szansę. Jak się nie zarazicie, to przynajmniej posłuchacie, w wersji klasycznej: Dave Brubeck Quartet - Take Five.

poniedziałek, 08 lutego 2016

Są takie chwile w życiu żółwia... przepraszam, cytat z Mleczki mi się włączył. Są takie chwile w życiu człowieka, kiedy przede wszystkim myśli o tym żeby się wyspać. Miewałem tak ostatnio, po paru dniach spędzonych na wyjazdach i wieczorach spędzanych przy laptopie (dla pracy, lecz nie pozbawiając się prokrastynacji).

Są takie kawałki, które się człowieka czepią zupełnie nie wiadomo dlaczego. Ostatnia płyta U2 dorobiła się na początek kąśliwych uwag związanych ze sposobem dystrybucji i to w dużej mierze zaważyło chyba na jej reputacji. A tymczasem są na niej (i nie twierdzę, że ją porządnie odsłuchałem w całości, choć nieraz brzęczy w tle puszczana przez innych domowników) bardzo porządne piosenki, nawet jeśli nie epokowe dzieła, to znacznie lepsze niż średnia w latach ostatnich. 

Są takie momenty, kiedy człowiek nie wierzy w zbiegi okoliczności. Spać mi się chce i Sleep Like a Baby Tonight mnie się trzyma. To gramy, może nie zasnę.

piątek, 20 listopada 2015

Pierwsze skojarzenie z tym słowem (nie licząc jego występowania w słowniku) to oczywiście drugoplanowa, ale trudna do zapomnienia Bond girl - Plenty O'Toole z Diamonds Are Forever. Grająca rolę Lana Wood niewątpliwie została starannie dobrana, przede wszystkim do kluczowego bonmotu Bonda, który możecie zobaczyć tutaj (o ile youtube nie skasuje). 

Ale zasadniczo notka nie miała być o Bondzie (o SPECTRE na razie nie mam nic więcej do dodania, może tylko że drugi raz się do kina niekoniecznie wybiorę). Miałem bowiem pisać o piosence, która - jak się zdaje - nie ma nic wspólnego z Bondem. Ma natomiast w sobie dużo słowa "plenty", poczynając od tytułu, "plenty of plenty" że się na taki angielski kalambur wysilę. Do tego uroczy żeński głos, genialny rytm i klimat czarny jak smoła. Szkoda że twórca za to odpowiedzialny już nie żyje, zostawił po sobie cztery płyty, geniusz jak ta lala. Słucham w tym tygodniu jak zwariowany, po prostu mnóstwo rozkoszy.

When she wants plenty, she gets plenty, we all get plenty, klask. Erykah Badu i - Guru. 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5