Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: statystyki

piątek, 06 lipca 2018

30 czerwca, 11.17

Trochę żałowałem, że Kolumbia wygrała naszą grupę. Gdyby skończyła na drugim miejscu, to w górnej połówce drabinki byłyby 4 drużyny południowoamerykańskie, z teoretyczną szansą na awans wszystkich 4 do ćwierćfinałów. Z kolei w dolnej połówce do 7 drużyn europejskich... mogliśmy dołączyć jako ósma i zrobić sobie małe Euro. Zwłaszcza że zagralibyśmy z Anglią.

1 lipca, 18.15

Cudowny w swej złośliwości tweet:
Don't cry 4-3, Argentina.

2 lipca, 17.08

Zaczynam poważnie żałować, że nie znalazłem na satelicie niemieckiej telewizji publicznej. Nie, nie chodzi o protesty polityczne ani o narodowe reklamy, tylko o komentatorów. Polscy podniecają się, że Ney-MAR (akcent jak w TVP) CUDOWNIE GENIALNIE wbił piłkę do bramki wślizgiem. Niemieckich bym też zrozumiał, niestety.

3 lipca, 22.15

Imponuje mi Yerry Mina. Po czterech meczach ma tyle samo strzelonych bramek z gry (czyli wszystkie bez karnych), co Harry Kane. Chciałbym go zobaczyć w parze z Bednarkiem, też mi chłopak się podoba. 

wtorek, 26 czerwca 2018

22 czerwca, 14.43

Na stadionie w Petersburgu Brazylijczycy, Kostarykańczycy oraz strefy: strefa słońca, strefa cienia oraz strefa "światłocienia", czyli tam, gdzie światło słoneczne pada na murawę pomiędzy elementami zadaszenia, kreśląc na murawie skomplikowane wzory.
Pojedynek klubowy Marcelo vs Navas w toku.

24 czerwca, 15.38

To jest także piękno mundiali (podobnie jak innych wielkich imprez): Panama gra z Anglikami zupełnie nie przejmując się wynikiem (zanosiło się na rekordy goli, jeszcze nic straconego), ujawnia słabość angielskiej obrony (choć może się Anglikom po prostu nie chce), aż wreszcie eksploduje radością, bo po raz pierwszy w historii wbiła gola na mundialu.
I co, że na 1-6. Kibice też się cieszą.

25 czerwca, 18.49

Trwa dogrywanie grup, z często fascynującymi pojedynkami o kolejność, honor i pietruszkę. Nam został tylko honor (nie o pietruszkę, bo Japończycy grają o wyjście), będzie co będzie, lament trwa, gadać hadko. Uświadomiłem sobie jednak, że w tym tysiącleciu to dziewiąty wielki turniej, z czego braliśmy udział w sześciu (pięć razy się zakwalifikowaliśmy, raz jako organizator). Wyszliśmy z grupy tylko raz, i chyba ten jeden raz sprawia, że ambicje mamy jak za Górskiego i Piechniczka. 

26 czerwca, 22.01

Meczu Islandii z Chorwacją (a właściwie z rezerwowymi Chorwacji) nie oglądałem, wolałem skupić się na pokazywanym jednocześnie Nigeria-Argentyna, uważam że słusznie, bo było emocjonująco i z paroma zacnymi golami (lepszymi niż gra). Islandczyków śledziłem jedynie kątem oka na stronie FIFA, patrząc na statystyki, przez 20 minut nikt nie oddał strzału. Rozkręcili się od 30 minuty, ostatecznie z 17 strzałów Islandczyków 6 było celnych, ale rezerwowego chorwackiego bramkarza pokonali tylko z karnego. Przy tej ilości strzelonych goli (i wyniku drugiego meczu) musieliby zachować czyste konto, żeby awansować, ale oba celne strzały Chorwatów wylądowały w siatce.

sobota, 23 czerwca 2018

Rozpoczyna się coroczny jęk pt. "Rząd podnosi przedsiębiorcom haracz na ZUS!!! Złodzieje!!! Tysiąc trzysta im się zachciało!!!". Bawi mnie ten jęk za każdym razem tak samo, choć jednocześnie jest on irytujący w swojej głupocie, gdyż jęczący zwyczajnie nie mają pojęcia skąd się biorą te kwoty (i zakładają, że to Zua Wadza bierze i kradnie coraz wincyj). Przeanalizujmy to po kawałku.

Tegoroczny "haracz" zamyka się aktualnie (od kwietnia) kwotą 1.228,70 zł. Na początek należy go jednak podzielić na dwie części, a to:
- ubezpieczenie zdrowotne ("złodziejski NFZ") w kwocie 319,94 zł
- ubezpieczenie społeczne i Fundusz Pracy w łącznej kwocie 908,76 zł
ponieważ każda z tych części ma własną podstawę ustalania ich wysokości. To, o co rozlega się jęk w ostatnich dniach, odnosi się do tej drugiej kwoty, dla której punktem wyjścia jest prognozowane przeciętne wynagrodzenie miesięczne na dany rok. W projekcie budżetu na 2019 określono tę przewidywaną wysokość wynagrodzenia na 4765 zł, i to wystarczyło do policzenia, o ile wzrosną składki, ustalone jako stały procent podstawy wymiaru; gdyby kogoś to ciekawiło (a powinno), to w budżecie na 2018 przyjęto prognozowane przeciętne wynagrodzenie w kwocie 4443, a według komunikatu GUS przeciętne wynagrodzenie w I kwartale 2018 roku wyniosło 4622,84 zł brutto. 

Sprecyzujmy też od razu, że składki przedsiębiorców nie są liczone od wysokości przeciętnego wynagrodzenia. Formalnie są one liczone w oparciu o zadeklarowaną wysokość dochodu, która jedynie nie może być niższa od 60% takiego przeciętnego wynagrodzenia (w praktyce wyższy dochód deklarują jedynie osoby zamierzające za jakiś czas zacząć pobierać zasiłek chorobowy, wypłacany odpowiednio do zadeklarowanego dochodu...). W tym roku taka najniższa kwota wynosi 2665,80 zł (w przyszłym roku wzrośnie do 2859 zł, a kwota składek liczonych od takiej najniższej kwoty wzrośnie o 65,89 zł).

I teraz popatrzmy na tę kwotę w odpowiedniej perspektywie: otóż kwota "haraczu" (w tej części) to dokładnie tyle samo (z dokładnością do groszy), ile należałoby go zapłacić za pracownika, który ma w umowie o pracę zapisaną kwotę wynagrodzenia brutto 2665,80 zł. Minimalne wynagrodzenie brutto to 2100 zł, czyli mówimy o 127% najniższego dozwolonego prawem wynagrodzenia (wg aktualnych założeń w 2019 roku będzie to 129%, jeżeli najniższa pensja wzrośnie do 2220 zł, jak zakłada najświeższa propozycja rządu, ale mówiło się o wyższej kwocie). Czy ktoś, kto nie osiąga dochodu nieco tylko wyższego niż sprzątaczka (a niższego niż początkujący pracownik Lidla), naprawdę jest przedsiębiorcą?

Tu zwykle natychmiast podnosi się rwetes: ale przedsiębiorca nie wie ile zarobi! Możliwe, że nie wie, możliwe, że nie zarobi. Ale przedsiębiorca musi patrzeć na składki dokładnie tak samo jak na pensję sekretarki, wynagrodzenie księgowej, ratę za leasing samochodu czy fakturę za czynsz: jako na stałe konieczne obciążenie, na które trzeba zarobić, a jeżeli spodziewa się słabszych okresów - to zaoszczędzić, albo... zawiesić działalność.

W zasadzie nie pojawiła się jeszcze kwestia, że w zamian za "haracz" przedsiębiorca zyskuje ubezpieczenie emerytalne (tak, to co "ukradli z OFE"), ubezpieczenie chorobowe ("ja nigdy nie choruję!", ale jakby co to zasiłek chętnie, zwłaszcza jak się uda naciągnąć na wysoki) i ubezpieczenie rentowe ("ja nigdy nie pójdę na rentę", no chyba że coś mi się stanie poważnego i będą mi do emerytury jednak jakieś grosiki wypłacać, albo rodzinie po śmierci). Przy czym ponad połowa tej części "haraczu" to po prostu składka na przyszłą emeryturę ("te grosiki", bo przecież to oczywiste, że jak się odkłada malutko, to u prywatnego uzbierałoby się Dużo). 

Drodzy lamentujący, pensje rosną, a Wy zostajecie w tyle. Zmiany cen paliwa kosztują Was więcej, niż wzrost składek.

PS O drugiej części "haraczu" kiedy indziej.

czwartek, 21 czerwca 2018

20 czerwca, 20.46

Oglądam sobie jak Hiszpania ciężko zmaga się z irańskim czerwonym autobusem (sześciu obrońców w polu karnym). Cierpię słuchając, co wygaduje w TVP komentujący ten mecz Mirosław Trzeciak i próbuję sobie wyobrazić, jak on osobiście radziłby sobie z tą obroną.

21 czerwca, 16.54

Sprawdziłem coś, co pewnie dawno sprawdzono - w kadrze Peru nie ma zawodnika, który byłby na świecie podczas ostatniego ich meczu na ostatnim ich poprzednim Mundialu. Tego z Polską.

21 czerwca, 20.39 

Patrzę na sposób gry Chorwatów przeciwko Argentynie i aż się dziwię że w Argentynie nie ma jakiejś mniejszości chorwackiej, jedni i drudzy wredni jak przyrodni bracia.
A zupełnie ponadnarodowo wszyscy już opanowali VAR i natychmiast kreślą dłońmi w powietrzu prostokąty, żądając sprawdzenia sytuacji, jakby to był siatkarski challenge.

wtorek, 03 kwietnia 2018

Prawo. Prawo. Dużo prawa mamy. Mówią, że z każdym dniem przybywa coraz więcej i więcej. Jest nawet firma doradcza która zajmuje się zliczaniem, ile tego prawa dokładnie przybywa każdego roku (chciałem napisać, że każdego dnia, ale nie chciałbym przypisywać tego na wyrost). Podobno gdyby ktoś chciał czytać wszystkie przyjmowane w 2017 roku ustawy i rozporządzenia, musiałby na to poświęcić 3 godziny i 37 minut z każdego dnia roboczego (w sumie opublikowano w 2017 roku 27118 stron przepisów) - co przedstawia się jako straszliwą barierę biurokratyczną rozwoju gospodarki.

Wdałem się o poranku w krótką wymianę zdań z przedstawicielem firmy doradczej i postanowiłem zmarnować chwilkę na pokazanie jak to wygląda. Nie mam niestety dostatecznie długiej chwilki, żeby przeanalizować choćby miesiąc prawotwórstwa (w marcu w Dzienniku Ustaw dokonano 209 publikacji), więc ograniczyłem się do minimalnej próbki z dnia 1 marca roku. Tego dnia w Dzienniku Ustaw dokonano 11 publikacji, czyli powyżej średniej wynoszącej (przy 22 dniach roboczych w marcu 2018) 9,5 publikacji dziennie. Z tych 11 ogłoszonych aktów trzy to teksty jednolite - jednej ustawy i dwóch rozporządzeń (pomijamy bo to nie "nowe przepisy", firma również je pomija w metodologii - plusik). Pozostałe osiem to rozporządzenia, liczące sobie 35 stron (wg Dziennika Ustaw, nie w przeliczeniu na maszynopis). Dużo? Jak sobie wyobrazimy "35 stron przepisów", to wydaje się pokaźny stosik. Ale...

Rozporządzenia z natury swojej są aktami niższego rzędu, o charakterze wykonawczym, wydanymi na podstawie konkretnych ustaw i najczęściej służącymi uregulowaniu kwestii szczegółowych, o których przeciętny prawnik (a tym bardziej przedsiębiorca czy obywatel) nawet nieraz nie pomyśli, i z którymi - z prawdopodobieństwem przekraczającym 90% - nigdy się nie zetknie.

Przedmiotem 8 rozporządzeń opublikowanych w dniu 1 marca 2018 roku były kwestie:
1. zmiany szczegółowego wykazu czynności wykonywanych przez Oddział Celny w Małaszewiczach,
2. właściwości prokuratury we Włoszczowie,
3. dodania jednej pozycji w wykazie chorób zwierząt, których rozpoznawaniem zajmuje się jedno z laboratoriów Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach,*
4. liczby osób powoływanych na ćwiczenia wojskowe w 2018 roku (nieco ponad 2 tysiące, gdyby kogoś interesowało)
5. trybu wypłat związanych z Europejskim Funduszem Morskim i Rybackim,
6. sposobu ustalania tożsamości przy legitymowaniu przez Straż Ochrony Państwa (dawny BOR), czyli jakie dokumenty będą dla funkcjonariusza wystarczające,
7. zniesienia pełnomocnika ds. informatyzacji wymiaru sprawiedliwości,
8. ocen okresowych i opinii służbowych funkcjonariuszy Służby Celno-Skarbowej.
*żeby dokładnie się tego dowiedzieć, musiałem sięgnąć do głównego rozporządzenia, sama zmiana jest bardzo enigmatyczna ("w załączniku w tabeli w Lp w kolumnie dodaje się..."

Z tych 35 stron, aż 25 stron przypada na rozporządzenie o ocenach i opiniach. Z czego 20 stron to wzory dokumentów. 

Teraz każdy sam sobie może w spokoju odpowiedzieć: gdyby przeglądał treść Dziennika Ustaw, to czy po zobaczeniu spisu treści zaglądałby głębiej. O ile oczywiście nie dokonuje transportów przez Małaszewicze, nie zajmuje się sprawami karnymi w okolicach Włoszczowy, nie ubiega się o dofinansowanie z Funduszu... Dla firmy doradczej Grant Thornton wszystkie te strony przepisów wyglądają tak samo.

Tagi: statystyki
10:01, bartoszcze , Prawo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 01 lutego 2018

Serial pt. powoływanie nowej Krajowej Rady Sądownictwa (niektórzy piszą z małej litery) powoli zbliża się do końca, na 15 miejsc w Radzie przeznaczonych dla sędziów zgłosiło się 18 kandydatów, podobno wszyscy zostali pozytywnie zweryfikowani, choć w jednym przypadku część sędziów miała wycofać swoje poparcie (wymaganych jest 25 podpisów sędziów lub 2000 podpisów obywateli), a w drugim jest problem ze stanem spoczynku (nie wiem, czy chodzi o stan spoczynku kandydata, czy o stan spoczynku sędziów go popierających), w każdym razie 16 to zawsze więcej niż 15, więc parlament stanie przed trudnym zadaniem wybrania najlepszych spośród zgłoszonych.

Zaskakująco dużą popularnością cieszyły się na Twitterze moje podliczanki dotyczące przekroju kandydatów w kontekście ich związków z władzą wykonawczą (otwartym tekstem: z ministrem sprawiedliwości). Mając kompletną listę postanowiłem już zrobić wyliczankę w sposób bardziej trwały, czyli nie tweetem, lecz notką na blogu. 

Kogóż zatem mamy wśród tych 18 odważnych? Dla lepszej przejrzystości w punktach:
- 6 (sześcioro) prezesów sądów nowopowołanych przez ministra, zwykle na podstawie ustawy pozwalającej na swobodne odwoływania i powoływanie prezesów, dotąd wybieranych przez sędziów danego sądu; 
- 1 nowopowołanego wiceprezesa sądu
- 1 żonę nowopowołanego prezesa sądu
- 1 brata nowopowołanego prezesa sądu
- 1 sędziego delegowanego do ministerstwa 
(w ramach ciekawostki można dodać, że w chwili zgłaszania swojej kandydatury jeden z tych nowych prezesów był tylko sędzią oddelegowanym do ministerstwa)

I teraz będą emocje: kto odpadnie? Osoby bliskie ministerstwu, czy te bardziej niezależne? Powściągliwie nie będę snuł przewidywań.

wtorek, 17 października 2017

Zaglądam o poranku na twittera i czytam niezrównanego Piechocińskiego cytującego ministra Gowina: "obecne oczekiwania płacowe lekarzy rezydentów rozsadziłyby polski budżet".

Zadaję sobie pytanie: to znaczy jak bardzo by rozsadziły? Rozpoczynam szybkie poszukiwania (bo nawet nie wiem ilu tych rezydentów jest). Szybko znajduję materiał na tvn24bis.pl, wedle którego rezydentów jest około 16,8 tysięcy, a podwyższenie wszystkim pensji do zgłaszanej od lat (och, jest nawet podpisane przez ministra, przepraszam, wtedy prezesa Konstantego Radziwiłła stanowisko NRL z roku pańskiego 2006 z takim postulatem) wysokości dwóch średnich krajowych oznaczałoby łączny koszt na poziomie "prawie 2 miliardów złotych". Zakładając, że w tej chwili zarabiają poniżej połowy postulowanego wynagrodzenia (niebędącego głównym żądaniem protestu), oznaczałoby to konieczność znalezienia w budżecie dodatkowego miliarda (z którego, dodajmy około 30 procent byłoby przeznaczone na należności publicznoprawne, czyli zasiliłoby budżet NFZ, przysypywało dziurę w ZUS, wracało do budżetu państwa względnie zasilało budżety samorządów). 

W projekcie budżetu państwa na rok 2018 przewidziano (za B.Arłukowiczem) w dziale "Zdrowie" kwotę 7,791 mld zł, co oznacza o ponad 100 mln mniej niż w budżecie na rok 2017. Projekt budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia na rok 2018 pozytywnie zaopiniowany przez sejmową Komisję Zdrowia zamykał się kwotą 77,4 mld zł. 

Tytułem ciekawostki: wg danych Naczelnej Izby Lekarskiej na koniec września 2017 roku w Polsce było około 173 tysiące lekarzy i dentystów wykonujących zawód. Gdyby wszyscy mieli pracować w publicznej służbie zdrowia za postulowaną pensję w wysokości potrójnej średniej krajowej, to na zagwarantowanie wynagrodzeń lekarzom nie-rezydentom potrzeba by było około 27,7 mld zł (w tym narzuty publicznoprawne), razem z rezydentami niespełna 30 mld (tak, oczywiście w następnej kolejności trzeba policzyć pielęgniarki i inny personel, a potem pozostałe koszty). Jeżeli wziąć pod uwagę, że podstawowym żądaniem protestu medyków jest zwiększenie nakładów na służbę zdrowia o jakieś 2 procent PKB (czyli o tyle, ile wydajemy na wojsko), czyli o jakieś 9-10 miliardów dolarów - to ten wzrost nakładów w zupełności by wystarczył.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Ludzie boją się rekinów. Od ataków tych bestii umiera na całym świecie średnio 5 osób rocznie
Ludzie nie boją się krów. Te sympatyczne zwierzęta w samej Wielkiej Brytanii zabijały ostatnio średnio 3 osoby rocznie

Ludzie boją się latać, bo katastrofy lotnicze są straszliwe (nawet jeśli nie są skutkiem zamachu). W zeszłym roku w katastrofach lotniczych na całym świecie zginęło 325 osób, w najgorszym roku 1972 zginęło ich 2373.
Ludzie nie boją się jeździć samochodami. Na polskich drogach w wypadkach samochodowych w zeszłym roku zginęły 2993 osoby.

Ludzie boją się islamskich zamachów. W ciągu ostatnich 38 lat zginęło w nich około 20 tysięcy osób (średnio ponad 550 rocznie). Głównie muzułmanów.
Powinienem dla równowagi wpisać dowolną inną statystykę, choćby statystykę morderstw w Polsce (502 w 2016 roku), ale z poprzednich przykładów wynika, że fakty przegrywają z emocjami.

Wpis jest zainspirowany fragmentem rozważań Galopującego Majora.

niedziela, 09 kwietnia 2017

Właściwie to przymierzałem się do napisania o czym zupełnie innym - mam takich parę tematów co odkładam raz za razem bo albo mi się nie chce, albo znajduje się akurat co innego - ale po szanghajskim wyścigu (o którym innym razem albo wcale) rzuciło mi się to w oczy i puścić nie chce, więc kujmy póki gorące i szybkie.

Tytułowe trofeum - bo tak to należy określić - wymyślono... dla urozmaicenia nudnych wyścigów, ktoś złośliwy mógłby powiedzieć. Trzeba przyznać jednak, że rywalizacja "kto szybciej zmieni koła" ma nieraz znaczenie dla wyników wyścigu F1, nawet i o zwycięstwie może zdecydować (choć większe znaczenie ma chyba regularność dobrych wyników, niż ich jednorazowe wyśrubowanie). Postanowiono więc mierzyć precyzyjnie czas każdej zmiany opon, ustalać kto w danym wyścigu zrobił to najszybciej, i sprawdzić kto się okaże na dystansie całego sezonu.

W roku 2015 nawet przez moment była ciekawa rywalizacja - w poszczególnych wyścigach aż siedem zespołów triumfowało indywidualnie, w pewnym momencie o zwycięstwo w sezonie wydawały się walczyć aż trzy ekipy, w końcu Ferrari zapewniło sobie trofeum na wyścig przed końcem. W roku 2016 spięła się mocno ekipa Williamsa, która przeprowadziła arcyprecyzyjną analizę, opracowała rewelacyjne procedury i na początku sezonu okazała się najszybsza dziewięć razy z rzędu (mimo że rok wcześniej raczej odstawali w tym elemencie), czyniąc rywalizację iluzoryczną.

Dziś natomiast zauważyłem - każdemu może umknąć - że w trosce o "poprawę widowiska" (jakby się w boksach nie poprawiło od powiększenia opon, które w tak ekspresowym tempie zakładają na koła) zmieniono zasady rywalizacji. Teraz bowiem firma DHL (patron nagrody) odnotowuje 10 najlepszych wyników - przy czym, co może boleć tych "regularnych", liczy się każdemu zawodnikowi tylko najlepszy czas jego mechaników, a nie wszystkie najlepsze wyniki - i przyznaje punkty jak za miejsce w wyścigu. Zgadnijcie, kto ma najwięcej punktów? ...oczywiście Williams (choć podliczyć trzeba samemu póki co). Ale jeszcze dużo wyścigów do końca.

Tagi: statystyki
19:34, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 lutego 2017

Wyszło, co skrzętnie ukrywane: mimo wszelkich deklaracji o skromności i zgrywanych wyniośle obojętnych póz, gapię się w statystyki ruchu i rośnie mi od tego, jak rosną. Tak przynajmniej trzeba sobie tłumaczyć tę notkę...

Bo zacząć trzeba od tego, że niedawna notka pożegnalna dla Gordena Kaye, napisana wieczorem pod wpływem impulsu, spodobała się redaktorowi kontentu na głównej stronie i dobę całą Rene uśmiechał się na głównej w pożegnalnym toaście. Ja zaś zaglądałem w statystyki i zastanawiałem się jak skończy, poprzednio (mógłbym linki powrzucać, ale mi się nie chce) z głównej wpadło ze trzy tysiące ciekawskich, tym razem jakieś dziesięć procent mniej. I wtedy postanowiłem coś zanotować.

Statystyki odwiedzin (te dostarczane przez Bloksa, nie mam pojęcia jak je interpretować ani jak odnosić do innych statystyk, i całkiem mi z tym dobrze) za wcześniejszy tydzień mówiły o 219 wejściach, co dało 150 miejsce. Kiedy skończył się kolejny tydzień (ten tłusty w odwiedziny), Blox podsumował go na 3172 wejścia. Dało to pozycję w pierwszej setce, o niemal równo sto miejsc wyżej niż przed tygodniem (dokładnie o 99). 

Pomyślałem sobie: na Zapiskach... wcale się wiele nie dzieje, nie piszę tak często jak kiedyś, komentarzy też mniej (taka to ogólna tendencja na blogach), a miejsce w rankingu rośnie (kiedyś były w drugiej pięćsetce, potem w połowie tysiąca, w trzeciej setce... ostatnio w drugiej(a ruch, powtórzmy, nie rośnie). Przypuszczam, że te setki wklepanych przez lata notek często gęsto wyskakują w Góglu, to i potem jakiś stały ruch małozainteresowanych się pojawia. Natomiast wygenerowana incydentalnie różnica w liczbie wejść wyraźnie pokazała, o ile większy musi być ruch, żeby wskoczyć na miejsca bliższe czołówki (mają na to ładne określenie, krzywa coś tam), nie mówiąc o samym szczycie (pewnie i obecność przez tydzień na głównej stronie by nie wystarczyła, blogu dzięki).

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6