Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: statystyki

wtorek, 17 października 2017

Zaglądam o poranku na twittera i czytam niezrównanego Piechocińskiego cytującego ministra Gowina: "obecne oczekiwania płacowe lekarzy rezydentów rozsadziłyby polski budżet".

Zadaję sobie pytanie: to znaczy jak bardzo by rozsadziły? Rozpoczynam szybkie poszukiwania (bo nawet nie wiem ilu tych rezydentów jest). Szybko znajduję materiał na tvn24bis.pl, wedle którego rezydentów jest około 16,8 tysięcy, a podwyższenie wszystkim pensji do zgłaszanej od lat (och, jest nawet podpisane przez ministra, przepraszam, wtedy prezesa Konstantego Radziwiłła stanowisko NRL z roku pańskiego 2006 z takim postulatem) wysokości dwóch średnich krajowych oznaczałoby łączny koszt na poziomie "prawie 2 miliardów złotych". Zakładając, że w tej chwili zarabiają poniżej połowy postulowanego wynagrodzenia (niebędącego głównym żądaniem protestu), oznaczałoby to konieczność znalezienia w budżecie dodatkowego miliarda (z którego, dodajmy około 30 procent byłoby przeznaczone na należności publicznoprawne, czyli zasiliłoby budżet NFZ, przysypywało dziurę w ZUS, wracało do budżetu państwa względnie zasilało budżety samorządów). 

W projekcie budżetu państwa na rok 2018 przewidziano (za B.Arłukowiczem) w dziale "Zdrowie" kwotę 7,791 mld zł, co oznacza o ponad 100 mln mniej niż w budżecie na rok 2017. Projekt budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia na rok 2018 pozytywnie zaopiniowany przez sejmową Komisję Zdrowia zamykał się kwotą 77,4 mld zł. 

Tytułem ciekawostki: wg danych Naczelnej Izby Lekarskiej na koniec września 2017 roku w Polsce było około 173 tysiące lekarzy i dentystów wykonujących zawód. Gdyby wszyscy mieli pracować w publicznej służbie zdrowia za postulowaną pensję w wysokości potrójnej średniej krajowej, to na zagwarantowanie wynagrodzeń lekarzom nie-rezydentom potrzeba by było około 27,7 mld zł (w tym narzuty publicznoprawne), razem z rezydentami niespełna 30 mld (tak, oczywiście w następnej kolejności trzeba policzyć pielęgniarki i inny personel, a potem pozostałe koszty). Jeżeli wziąć pod uwagę, że podstawowym żądaniem protestu medyków jest zwiększenie nakładów na służbę zdrowia o jakieś 2 procent PKB (czyli o tyle, ile wydajemy na wojsko), czyli o jakieś 9-10 miliardów dolarów - to ten wzrost nakładów w zupełności by wystarczył.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Ludzie boją się rekinów. Od ataków tych bestii umiera na całym świecie średnio 5 osób rocznie
Ludzie nie boją się krów. Te sympatyczne zwierzęta w samej Wielkiej Brytanii zabijały ostatnio średnio 3 osoby rocznie

Ludzie boją się latać, bo katastrofy lotnicze są straszliwe (nawet jeśli nie są skutkiem zamachu). W zeszłym roku w katastrofach lotniczych na całym świecie zginęło 325 osób, w najgorszym roku 1972 zginęło ich 2373.
Ludzie nie boją się jeździć samochodami. Na polskich drogach w wypadkach samochodowych w zeszłym roku zginęły 2993 osoby.

Ludzie boją się islamskich zamachów. W ciągu ostatnich 38 lat zginęło w nich około 20 tysięcy osób (średnio ponad 550 rocznie). Głównie muzułmanów.
Powinienem dla równowagi wpisać dowolną inną statystykę, choćby statystykę morderstw w Polsce (502 w 2016 roku), ale z poprzednich przykładów wynika, że fakty przegrywają z emocjami.

Wpis jest zainspirowany fragmentem rozważań Galopującego Majora.

niedziela, 09 kwietnia 2017

Właściwie to przymierzałem się do napisania o czym zupełnie innym - mam takich parę tematów co odkładam raz za razem bo albo mi się nie chce, albo znajduje się akurat co innego - ale po szanghajskim wyścigu (o którym innym razem albo wcale) rzuciło mi się to w oczy i puścić nie chce, więc kujmy póki gorące i szybkie.

Tytułowe trofeum - bo tak to należy określić - wymyślono... dla urozmaicenia nudnych wyścigów, ktoś złośliwy mógłby powiedzieć. Trzeba przyznać jednak, że rywalizacja "kto szybciej zmieni koła" ma nieraz znaczenie dla wyników wyścigu F1, nawet i o zwycięstwie może zdecydować (choć większe znaczenie ma chyba regularność dobrych wyników, niż ich jednorazowe wyśrubowanie). Postanowiono więc mierzyć precyzyjnie czas każdej zmiany opon, ustalać kto w danym wyścigu zrobił to najszybciej, i sprawdzić kto się okaże na dystansie całego sezonu.

W roku 2015 nawet przez moment była ciekawa rywalizacja - w poszczególnych wyścigach aż siedem zespołów triumfowało indywidualnie, w pewnym momencie o zwycięstwo w sezonie wydawały się walczyć aż trzy ekipy, w końcu Ferrari zapewniło sobie trofeum na wyścig przed końcem. W roku 2016 spięła się mocno ekipa Williamsa, która przeprowadziła arcyprecyzyjną analizę, opracowała rewelacyjne procedury i na początku sezonu okazała się najszybsza dziewięć razy z rzędu (mimo że rok wcześniej raczej odstawali w tym elemencie), czyniąc rywalizację iluzoryczną.

Dziś natomiast zauważyłem - każdemu może umknąć - że w trosce o "poprawę widowiska" (jakby się w boksach nie poprawiło od powiększenia opon, które w tak ekspresowym tempie zakładają na koła) zmieniono zasady rywalizacji. Teraz bowiem firma DHL (patron nagrody) odnotowuje 10 najlepszych wyników - przy czym, co może boleć tych "regularnych", liczy się każdemu zawodnikowi tylko najlepszy czas jego mechaników, a nie wszystkie najlepsze wyniki - i przyznaje punkty jak za miejsce w wyścigu. Zgadnijcie, kto ma najwięcej punktów? ...oczywiście Williams (choć podliczyć trzeba samemu póki co). Ale jeszcze dużo wyścigów do końca.

Tagi: statystyki
19:34, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 lutego 2017

Wyszło, co skrzętnie ukrywane: mimo wszelkich deklaracji o skromności i zgrywanych wyniośle obojętnych póz, gapię się w statystyki ruchu i rośnie mi od tego, jak rosną. Tak przynajmniej trzeba sobie tłumaczyć tę notkę...

Bo zacząć trzeba od tego, że niedawna notka pożegnalna dla Gordena Kaye, napisana wieczorem pod wpływem impulsu, spodobała się redaktorowi kontentu na głównej stronie i dobę całą Rene uśmiechał się na głównej w pożegnalnym toaście. Ja zaś zaglądałem w statystyki i zastanawiałem się jak skończy, poprzednio (mógłbym linki powrzucać, ale mi się nie chce) z głównej wpadło ze trzy tysiące ciekawskich, tym razem jakieś dziesięć procent mniej. I wtedy postanowiłem coś zanotować.

Statystyki odwiedzin (te dostarczane przez Bloksa, nie mam pojęcia jak je interpretować ani jak odnosić do innych statystyk, i całkiem mi z tym dobrze) za wcześniejszy tydzień mówiły o 219 wejściach, co dało 150 miejsce. Kiedy skończył się kolejny tydzień (ten tłusty w odwiedziny), Blox podsumował go na 3172 wejścia. Dało to pozycję w pierwszej setce, o niemal równo sto miejsc wyżej niż przed tygodniem (dokładnie o 99). 

Pomyślałem sobie: na Zapiskach... wcale się wiele nie dzieje, nie piszę tak często jak kiedyś, komentarzy też mniej (taka to ogólna tendencja na blogach), a miejsce w rankingu rośnie (kiedyś były w drugiej pięćsetce, potem w połowie tysiąca, w trzeciej setce... ostatnio w drugiej(a ruch, powtórzmy, nie rośnie). Przypuszczam, że te setki wklepanych przez lata notek często gęsto wyskakują w Góglu, to i potem jakiś stały ruch małozainteresowanych się pojawia. Natomiast wygenerowana incydentalnie różnica w liczbie wejść wyraźnie pokazała, o ile większy musi być ruch, żeby wskoczyć na miejsca bliższe czołówki (mają na to ładne określenie, krzywa coś tam), nie mówiąc o samym szczycie (pewnie i obecność przez tydzień na głównej stronie by nie wystarczyła, blogu dzięki).

piątek, 25 listopada 2016

Za 48 godzin będziemy wiedzieć na pewno, który z kierowców Mercedesa sięgnie po tegoroczny tytuł. Oceniając na zimno - jeżeli nic nieoczekiwanego się nie będzie działo, to świętować będzie Rosberg, któremu wystarczy dojechać w pierwszej trójce (i na razie nie widać, żeby ktoś miał go z trójki wyrzucić), zresztą przez trzy ostatnie wyścigi jedzie dokładnie tak, jak jest to potrzebne, niczym kolarski "czajnik", który ogranicza się do pilnowania rywali (i wygrywa, jeśli mu się to uda). Ponieważ rywalizacja o tytuł z tego powodu straciła na emocjach, podobnoż brytyjscy żurnaliści już szykują opowieści o tym kto na tytuł bardziej zasłużył...

Zróbmy więc szybki przegląd sezonu (ograniczony do czołowej dwójki).
W Australii Hamilton przegrał start z PP i cały wyścig (drugie miejsce uratowali mu stratedzy Ferrari).
W Bahrajnie znów przegrał start z PP, a kolizja w pierwszym zakręcie ograniczyła jego możliwości do P3.
W Chinach Rosberg wygrał z PP (choć kicha Ricciardo mogła trochę pomóc), a Hamilton po starcie z końca stawki zaliczył dodatkowo kolizję i skończył na siódmym.
W Rosji Hamilton znów miał awarię w kwalifikacjach, tym razem gonił z dziesiątego na drugie.
W Hiszpanii wyeliminowali się nawzajem na pierwszym okrążeniu po kolejnym przegranym starcie Lewisa z PP.
W Monaco Rosberg nie radził sobie w deszczu, a Hamiltonowi pomógł błąd mechaników Red Bulla.
W Kanadzie Lewis wygrał z PP (nieudana zagrywka Ferrari mogła pomóc), wypychając Rosberga w pierwszym zakręcie (przez co ten skończył na P5).
W Baku Lewis zahaczył w Q3 o barierę i z P10 nadgonił tylko na P5.
W Austrii manewr obronny Rosberga skończył się kolizją i tylko P4 dla Niemca (który zaliczył też karę za wymianę skrzyni).
W Anglii Rosberg padł ofiarą krótkożyjących ograniczeń komunikacji radiowej - kara za podpowiedź co do sposobu radzenia sobie z usterką skrzyni biegów oznaczała spadek z drugiego na trzecie.
Na Węgrzech Hamilton ograł kolegę w pierwszych zakrętach.
W Niemczech Rosberg zawalił start z PP, a kara za atak na Verstappena pozbawiła go podium.
W Belgii Hamilton strategicznie przyjął kary za dodatkowe silniki, a potem i tak z końca stawki dojechał na trzecie (safety car był pomocny).
We Włoszech Hamilton zawalił start z PP, nawet jeśli skończył ostatecznie na P2.
W Singapurze Hamilton startował dopiero z P3 i to miejsce ostatecznie uratował.
W Malezji... ach, te emocje. Hamilton prowadził, kiedy zapalił mu się silnik... Rosberg potrącony w pierwszym zakręcie, odrabiał straty aż po P3. 
W Japonii Hamilton z drugiego miejsca na starcie po pierwszym zakręcie spadł na ósme i uratował tylko trzecią lokatę.
W USA Rosberg przegrał start z P2, ale VSC spowodowany przez Verstappena pozwolił na przeskoczenie Ricciardo i powrót na swoją pozycję.
W Meksyku rozmaite zamieszania nijak nie przeszkodziły status quo (nawet jeśli ścięcie pierwszego zakrętu przez Hamiltona wciąż budzi kontrowersje).
W brazylijskim deszczu Rosberg utrzymał P2 po części dzięki nieudanym manewrom strategicznym Red Bulla...

Podkreślmy bardzo mocno jedną rzecz: w zasadzie w żadnym wyścigu bolidy Mercedesa nie miały sobie równych, więc obaj raczej mieli coś do przegrania niż do wygrania. Obaj miewali momenty pechowe (Hamilton chyba więcej), obaj miewali nieudane starty, obaj zyskiwali na błędach i problemach innych zespołów. Problemy techniczne to rzecz losowa, dwa lata temu Hamiltonowi pomógł kuriozalny problem zabrudzenia przewodów w Singapurze... Może się okazać, że o tytule zdecyduje betonowa bariera na wyjściu z wolnego zakrętu przy starówce w Baku.

Kto będzie miał w niedzielę wieczorem więcej punktów, w pełni zasłuży na mistrzostwo. Żadne wrażenia estetyczne nie mają tu znaczenia. Być może Lewis jest "szybszym kierowcą", ale nie to decyduje; poza tym, jak głosi Kohelet, "to nie chyżym bieg się udaje, i nie waleczni w walce zwyciężają (i dzięki temu można się zakładać", dodaje Murphy). Czy Hunt zasłużył na swój słynny tytuł, skoro Lauda wypadł na dwa wyścigi?

Tagi: statystyki
19:10, bartoszcze , F1
Link Komentarze (8) »
niedziela, 20 listopada 2016

Cenioną wartością w internecie jest interakcja z odwiedzającymi, wyrażana choćby w najprostszej formie. Kanonicznym przykładem stał się oczywiście fejsowy lajk, dostępny zarówno wewnątrz serwisu jak i poza nim (choć w tej drugiej formie jakby trochę zamierał, tu na Bloksie co prawda widać niebieski przycisk FB, ale można nim tylko udostępnić notkę na swojej tablicy, a nie krótko i zwięźle wyrazić aprobatę, co natychmiast odbiło się na statystykach interakcji), wewnątrz serwisu już rozbudowany w taki sposób że można wyrazić cały szereg emocji od hiperpozytywnych do negatywnych. Analogiczne - choć pewnie mniej rozpowszechnione - opcje interakcji znajdujemy w przypadku innych znanych serwisów, i tych żywych, i tych podupadających...

W niektórych serwisach, zwłaszcza newsowych, często spotykany jest model, w którym poszczególne wypowiedzi mogą zostać ocenione pozytywnie (plus czy co tam lokalnie wymyślą) lub negatywnie (minus lub jak wyżej). Obserwując jak się takie oceny rozkładają, można popełnić niewątpliwie niejedną pracę z zakresu socjologii czy psychologii społecznej. Sam nie bez fascynacji obserwuję nieraz na gazetowych portalach jak rozkładają się oceny przy takich czy innych wypowiedziach (w tym moich), na ile w tych ocenach widać populizm a na ile zdrowy rozsądek. Czasem wręcz obstawiam pisząc jakiś komentarz, w którą stronę pójdą oceny ;)

Takie oceny są w stanie wzbudzać wiele emocji. Czasem trwa o nie wręcz polityczna wojna - jedni z drugimi klikają na siłę, żeby "swoich" poprawić, a "wrażych" w dół zepchnąć, widziałem już wzajemne nawoływania... Czasem strony (przynajmniej niektóre) uciekają się do zorganizowanego manipulowania wynikami, "wysyłając" do akcji boty, a 'poszkodowani" ślą lamenty i protesty do niekoniecznie radnej administracji. Zupełnie jakby od tego coś istotnego zależało...

Nie proszę o lajki ni szery, jak kto chce niech komentuje, jeśli odczuwa taką potrzebę (dla pseudokomentatorów których jedynym celem jest zostawienie linka do promowanej strony, nadal nie ma tolerancji).

sobota, 16 stycznia 2016

Aj. To było straszne przeżycie. Wszedłem sobie z głupia frant wczoraj do statystyk bloksowych, zobaczyć co tam ciekawego słychać. Interesuje mnie to bardziej w kategoriach, powiedziałbym, jakościowych niż ilościowych, bo mniejsze znaczenie ma ilość wejść (z której i tak nic mi nie wynika, i która - podejrzewam - jest na różne sposoby zafałszowana, ale mniejsza z tym, bo i tak z tego nic nie wynika), za to ciekawsze jest, skąd czasem ktoś zagląda. Przypomina to różne stare tematy i dyskusje, czasem przypomina o dawno niewidzianych (także: nieodwiedzanych) znajomych, przynajmniej internetowych, czasem pozwala zbłądzić w jakiś interesujący zakątek internetu, a czasem informuje, że jakaś Zapiskowa myśl zdobyła gdzieś popularność (została zalinkowana), zwykle w ten sposób dowiadywałem się, że administracja zrobiła mi kawał i podlinkowała Zapiski.. gdzieś na głównej stronie. Czasem też widzę, czego ludzie szukają w internecie czy na samym tylko Bloksie, w tym miesiącu na samym tylko Bloksie znaleziono mnie po hasłach "księgi wieczyste", "kurator sądowy"czy "wniosek do komornika".

No i właśnie. We wczorajszych statystykach jak byk widniało, że ktoś wyszukiwał na Bloksie hasła "tortury jąder" (nawet nie potrafię napisać tej frazy bez pomyłki, bo mi palce drżą). Przeraziłem się: jakim cudem wyszukiwarka u mnie coś takiego znalazła? Aż przeszedłem  do tej wyszukiwarki, wpisałem frazę - i nie było Zapisków.. w wynikach wyszukiwania. Co znalazłem, nie będę za bardzo relacjonował, ale jeden z wyników mnie bardzo zaskoczył, gdyż była to... recenzja filmu Gwiezdne Wojny - Zemsta Sithów, i nie chodziło o jakąś specjalną wersję reżyserską dostępną wyłącznie w trzecim obiegu, zawierającą ściśle tajną scenę 18+, tylko wyszukiwarka odnotowała występowanie obu słów kluczowych, choć w różnych zdaniach. 

Ten ostatni fakt doprowadził mnie w końcu do ustalenia, w jaki sposób komuś innemu wyszukiwarka mogła podpowiedzieć akurat Zapiski.. - oba słowa kluczowe faktycznie występują w jednej niewinnej w zasadzie notce (chyba muszę być w przyszłości ostrożniejszy w poetyce czy co). Ale skoro już można w taki sposób Zapiski.. znaleźć w wyszukiwarce, to właściwie co szkodzi, niech teraz po wieczne czasy różne gugle prowadzą do nich prosto (skoro i tak wynik jest nie na temat). W zasadzie już coś podobnego kiedyś robiłem ;-)

Aczkolwiek rozglądam się za jakimś ochraniaczem, na wszelki wypadek.

sobota, 09 stycznia 2016

W Formule 1, jak pewnie w każdym sporcie, funkcjonuje system kar za rozmaite przewinienia przeciwko przepisom. Katalog kar jest dość urozmaicony - oprócz karnych sekund w trakcie wyścigu czy też obowiązku zjechania do boksów, są też kary przesunięcia na polach startowych, kary finansowe, możliwość skasowania niektórych wyników, dyskwalifikacji, zawieszenia oraz co jeszcze przyjdzie do głowy i zostanie uznane za właściwe (to ostatnie w oparciu o ogólny kodeks sportowy federacji). Do tego od dwóch sezonów funkcjonuje system przyznawania punktów karnych (podobny do znanego zwykłym kierowcom) - za przewinienie można dostać do trzech punktów, uzbieranie dwunastu w ciągu dwunastu miesięcy powoduje zawieszenie na jeden wyścig (nie trzeba ponownie zdawać egzaminu na prawo jazdy). 

W minionym sezonie w pewnej chwili z czystej ciekawości zacząłem podliczanie kierowcom różnych nakładanych na nich kar. Pominąłem przy tym kary nakładane za przekroczenie limitów wykorzystania skrzyni biegów (powinna wytrzymać sześć weekendów wyścigowych) oraz silników (cztery na sezon, temat rzeka, ilość dowcipów dotyczących kar za silniki w mclarenach już przekroczyła masę krytyczną), jako dotyczące sfery czysto technicznej. Pominąłem również kary za przekroczenie prędkości w boksach podczas treningów i kwalifikacji, gdyż są to kary czysto pieniężne, nie wpływające na przebieg wyścigów (natomiast rozmaite inne przewinienia w treningach czy kwalifikacjach kończyły się zarówno punktami karnymi, jak i karami pogarszającymi pozycję w wyścigu). 

Z takimi zastrzeżeniami, doliczyłem się w sezonie 2015 nałożenia na zawodników 40 kar. Asortyment przewinień był spory, aż 15 różnych rodzajów - dominowało "spowodowanie kolizji" (aż 12), oprócz tego po cztery razy karano za wyjazd poza tor w sposób dający przewagę oraz za przekroczenie prędkości w boksach. Z ciekawszych przypadków wymieniłbym także ukaranie za zajęcie niewłaściwego miejsca na polach startowych (takie proste, wydawałoby się, a dwa razy się zdarzyło...) oraz za zbyt wolną jazdę na rozgrzewce (nie widziałem sytuacji, więc nie będę próbował opisywać).

Napisałem już za co karano, pora napisać - kogo. Otóż spośród 21 kierowców, jacy wystąpili w wyścigach, ukarano aż siedemnastu (jak ktoś chce, może zgadywać skład czwórki "niewinnych"), z czego piętnastu zarobiło punkty karne. Rekordzistą jest uznany za objawienie sezonu "nieletni" Max Verstappen, który został ukarany aż sześciokrotnie, przy czym za każdym razem za coś innego (w tym za dość idiotyczne zachowania jak zatrzymanie niesprawnego bolidu na linii szybkiej jazdy oraz za ignorowanie niebieskich flag nakazujących przepuszczenie dublującego zawodnika), a na dodatek zgromadził za to osiem punktów karnych (czy to ma jakiś związek z faktem, że "cywilne" prawo jazdy zrobił dopiero podczas sezonu? chyba nie, bo będący w podobnej sytuacji Daniił Kwiat został ukarany tylko raz). Niemal rzutem na taśmę przebił w ten sposób wyniki "legendy" wyścigowego pitawalu Pastora Maldonado, który również zaliczył sześć kar, ale "tylko" za sześć punktów karnych; "Crashtor" w minionym sezonie dwukrotnie został ukarany za spowodowanie kolizji, ale - niejako wbrew swojej reputacji - nie spowodował tym wycofania żadnego rywala z wyścigu, za to kilkakrotnie był zmuszony zakończyć wyścig w wyniku ekscesów rywali, obaj mistrzowie świata z McLarena powiększyli przez to swoje konta punktowe (o punkty karne było im łatwiej niż o te mistrzowskie). 

O tym, że przewinienie przewinieniu nierówne, nie będę się rozpisywał, ale rozmiary kary zależały zarówno od okoliczności zdarzenia (kary za spowodowanie kolizji wahały się od 5 sekund i 0 punktów dla Alonso za popchnięcie Hulkenberga w Monako, aż do kary postoju w boksach i 3 punktów dla Raikkonena za zdemolowanie Bottasa na ostatnim okrążeniu w Soczi) oraz surowości składu orzekającego (z trzech kar za przekroczenie prędkości za samochodem bezpieczeństwa każda była inna). Na uwagę zasługuje fakt, że z tych 40 kar aż dziewięć nałożyli sędziowie na Hungaroringu, natomiast w czterech wyścigach skład sędziowski postanowił się w ogóle nie fatygować karaniem. Można powiedzieć: jak w sądzie. Można powiedzieć: jak w życiu...

20:27, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 listopada 2015

Sezon 2015 dobiega końca, Hamilton zapewnił sobie trzeci tytuł (choć w drugim zespole), jego zespół zapewnił sobie kolejny tytuł mistrzowski - a do końca sezonu jeszcze parę wyścigów. To jest taki moment, kiedy emocje już opadają, kiedy rywalizacja staje się poniekąd o pietruszkę, o statystyki, o pojedyncze sukcesy indywidualne - wtedy jednych ogarnia znudzenie, a innych różne myśli w stylu "a co by było gdyby".

Cztery lata temu w podobnej sytuacji popełniłem rozważania "a co gdyby Vettela nie było". Parę miesięcy temu mignął mi gdzieś podobny tekst dotyczący tego roku, tyle że odnoszący się do całego zespołu Mercedesa, z bardzo interesującymi wnioskami. Poszedłem więc tokiem myślenia w tamtym artykule i przeliczyłem wyniki poszczególnych wyścigów (oraz zdobyte w nich punkty) celem ustalenia jak wyglądałby bieżący sezon, gdyby nie uczestniczyły w nim Srebrne Strzały. Wyniki.. były zgodne z wnioskami tamtego artykułu.

Gdyby więc Mercedesa nie było w stawce, to obecnie mielibyśmy niezmiernie pasjonującą walkę... o drugie miejsce wśród kierowców, Raikkonen, Massa i Bottas stale zmieniają się miejscami (chwilowo prowadzi ten trzeci). Po prowadzeniu od początku sezonu Ferrari na amerykańskiej ziemi ostatecznie przypieczętowałoby tytuł wśród konstruktorów. A tytuł mistrzowski? Vettel zapewniłby go sobie już w Japonii, na pięć wyścigów przed końcem, mając wtedy na koncie 11 zwycięstw w 14 wyścigach (dokładając później jeszcze dwa)...

Cieszmy się więc mimo wszystko z obecności Mercedesa w stawce i zapewnianej przez jego kierowców jeszcze do niedawna rywalizacji o tytuł mistrzowski. Bez niego moglibyśmy głównie cieszyć się pierwszym zwycięstwem Grosjeana oraz pierwszymi podiami Verstappena. Co ciekawe, nawet w takiej sytuacji do podium nie dałby rady doskoczyć uważany za utalentowanego Hulkenberg...

Tagi: statystyki
19:49, bartoszcze , F1
Link Komentarze (3) »
piątek, 13 marca 2015

Jak ten czas leci... rok po roku odhaczamy kolejne urodziny, dziś Zapiski świętują siódme. Pierwsza notka pojawiła się bladym świtem o 6:31, więc symbolicznie o tej właśnie godzinie wypadałoby świętować, ale - nie czarujmy się - nikt wtedy nie będzie miał do tego głowy.

Piszę raczej rzadziej niż częściej, zwłaszcza w porównaniu do lat zamierzchłych, jeśli piszę więcej niż raz dziennie to chyba z obawy, że potem zabraknie mi czasu i/lub zapomnę o czymś co mi się akurat głowy trzyma. W ostatnich dniach udało mi się jednak rozplanować troszkę (łącząc zaległe tematy z impulsami chwili), i tak oto nie bez dumy mogę ogłosić, że ta urodzinowa notka ma bardzo okrągły numer: 1500. Coś podobnego mi się już raz udało - pięć lat temu dokładnie w urodziny (drugie, gdyby komuś nie chciało się liczyć) pojawiła się notka numer 500.

Mówią, że blogi w czasach fejsbukoinstasnapchatłitów to już trochę przeżytek, zwłaszcza jak bez filmików. Cóż, mam wrażenie, że jednak wciąż czasem ktoś tu zagląda, może to tylko starsze pokolenia, w każdym razie każdemu gościowi, stałemu czy przelotnemu, dziękuję i życzę by znalazł tu coś dla siebie (po siedmiu latach sam już niekoniecznie pamiętam o czym przez ten czas pisałem). 

Ciekawe czy do ósmych urodzin Zapiski zmienią wygląd, dostosowując się do nowych szablonów Bloksa, innych przewidywań na najbliższy rok nawet nie próbuję...

00:05, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5